Historia transportu konnego

Tradycja to bardzo wygodne słowo, którym można wytłumaczyć niemal każde nieetyczne zachowanie. Wystarczy, że robił tak ojciec i dziad – i już mamy gotowe uzasadnienie, dlaczego w XXI wieku wciąż można prezentować nieetyczne i niemoralne postawy wobec zwierząt. Co ciekawe – argumentu „tradycji” używa się tylko tam, gdzie jest to wygodne z punktu widzenia ekonomicznego.

Nie zaprzeczamy, że w historii Podhala konie odegrały niezwykle istotną rolę. Były obecne wszędzie tam, gdzie trzeba było przewozić ciężkie ładunki lub pasażerów. Ale historia pokazuje, że były zastępowane pojazdami mechanicznymi wszędzie tam, gdzie technologicznie było to możliwe. Wszędzie, oprócz Morskiego Oka…

źródło: fotopolska.eu

Warto wyjaśnić, dlaczego o osobach świadczących te usługi piszemy furman lub wozak, a nie jak chcieliby oni – fiakier. Otóż zgodnie z definicją „fiakier” (fr. fiacre) to dorożka lub drynda, czyli lekki 1 lub 2-konny pojazd zaprzęgowy, służący do wynajmu w celach zarobkowych. Pojazd ten historycznie wyposażony był w składany dach nad tylną (pasażerską) częścią. Przednie siedzenie (kozioł) przeznaczone dla powożącego (fiakra właśnie) było zwykle odkryte. Nazwa fiacre pochodzi od gospody pod św. Fiakriuszem w Paryżu. W gospodzie tej, w latach 40. XVII wieku, znajdowało się biuro wynajmu powozów. Nazwa fiakier odnosi się również do powożącego tym pojazdem.

Natomiast samo słowo dorożka pochodzi z rosyjskiego. W Rosji był to mały powozik do komunikacji miejskiej, rozpowszechniony w XIX i XX w. Nazwa przetrwała do naszych czasów zamiennie używana z określeniem fiakier. W odniesieniu do Morskiego Oka historycznie możemy mówić o furach – furmankach czy też wozach, wykonanych w całości z drewna i używanych głównie w rolnictwie do przewożenia płodów rolnych lub siana. W XX-leciu międzywojennym na trasie do Morskiego Oka konie ciągnęły małe dorożki, przeznaczone dla 2 pasażerów. Wielkością i konstrukcją dzisiejsze wozy z Morskiego Oka bardziej jednak przypominają tramwaje konne, niż furki czy dorożki.

Z powyższego wynika, że osoby świadczące usługi transportowe nie mogą być nazywane fiakrami, ponieważ nie kierują lekkimi pojazdami konnymi, a wielkimi ciężkimi wozami. W związku z tym w odniesieniu do osób świadczących usługi transportowe na trasie do Morskiego Oka wymiennie używamy określenia furman lub wozak.

źródło: fotopolska.eu

Budowę drogi zakończono w 1902 roku. Do lat 50. XX wieku była to droga bita z tłucznia wapiennego. Wzdłuż drogi wybudowanych było szereg budynków dla tzw. dróżników utrzymujących nawierzchnię drogi w należytym stanie, bowiem po każdym długotrwałym deszczu lub po burzy konieczna była jej naprawa. Od 1910 roku na drodze do Morskiego Oka funkcjonował zorganizowany transport autobusowy. Zarówno autobusy, jak i prywatne samochody, motocykle, rowery i małe, lekkie dorożki, dojeżdżały do samego schroniska nad Morskim Okiem.

W latach 60. XX wieku szosa została zmodernizowana, a w 1967 roku ograniczono ruch autobusów i prywatnych samochodów do Polany Włosienica. W latach 1969-72 urządzono na miejscu polany parking i pętlę szosy, do której wciąż można było dotąd dojechać prywatnym samochodem lub autobusem PKS. Jeszcze na początku lat 80’ XX wieku do Polany Włosienica kursowały liniowe autobusy pospieszne z Zakopanego.

źródło: fotopolska.eu

W 1988 roku w wyniku ogromnych osuwisk ziemi w okolicach Wodogrzmotów Mickiewicza i znacznego uszkodzenia szosy ruch na trasie do Morskiego Oka całkowicie zamknięto i przystąpiono do remontu trasy. Po jego zakończeniu samochody prywatne i autobusy nie wróciły na trasę. Zastąpił je jedyny transport zbiorowy funkcjonujący do dziś – najpierw były to 2 dorożki konne, które stopniowo wydłużały się i mnożyły. Pod koniec XX wieku ogromne wozy konne, konstruowane na podwoziu samochodów dostawczych, przewoziły nawet 30 pasażerów.

W 2009 roku na Włosienicy na oczach turystów umierał 6-letni koń Jordek. Wcześniej wywiózł turystów w góry prawie 7-kilometrową trasą o przewyższeniu 300 metrów. Jeden z piechurów, podążających do Morskiego Oka sytuację nagrał, a film opublikował w internecie. Rozpętała się burza, ale koniec końców konie na trasie pozostały. Jedynym ustępstwem było zorganizowanie przez TPN komisyjnych badań weterynaryjnych koni, które miały weryfikować stan zdrowia zwierząt przed sezonem letnim. W związku z tym organizacje ochrony zwierząt zaczęły skrupulatnie monitorować sytuację na drodze do Morskiego Oka.

Kontakt

Zapisz się na nasz newsletter
i otrzymuj najnowsze informacje.

Nasza społeczność na Facebooku Nasza społeczność na Facebooku

Ratuj Konie :
E-mail : info@ratujkonie.pl
Tel. : 797 649 508
BNP Paribas 19 1600 1462 1030 9079 0000 0025

Biuro :
Fundacja Międzynarodowy Ruch
na Rzecz Zwierząt - Viva!
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
www.viva.org.pl

KRS 0000135274
NIP 525-21-91-290
Regon 016409834

Ładowanie treści wpisu

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.