Apel w sprawie koni wykorzystywanych w zaprzęgach.
27.08.2009.
Zaprzyjaźnione
organizacje, z którymi od lat współpracujemy, tj. Komitet Pomocy Dla Zwierząt w
Tychach i Krakowskie Towarzystwo Opieki NadZwierzętami, zajmują się sprawą
konia, który umarł na trasie do Morskiego Oka. Oto fragmentlistuIreny Rubinowskiej –
przewodnika tatrzańskiego iinspektora
KTOnZ - pod ktorym organizacje te zbierały podpisy, a następnie tekst
ukazał się w Tygodniku Podhalańskim:
„Idą
konie po betonie… prosto do nieba.”
„W upalny dzień 14 lipca bieżącego roku na końcowym
odcinku drogi do Morskiego Oka, w pobliżu Polany Włosienica miał miejsce
kolejny drastyczny wypadekz udziałem
konia, który padł w czasie morderczej pracy. Na podstawie bardzo dokładnych
notatek służbowych i informacji uzyskanych od służb biorących udział w
ustalaniu przyczyn wypadku i jego przebiegu uzyskaliśmy pełny obraz tego
bulwersującego wydarzenia. O godz. 14.45 koń imieniem „Jordek”, będący
własnością fiakra z Brzegów nie wytrzymał trudów podjazdu w końcowym odcinku
drogi. Tego dnia pracując od rana przeszedł tę trasę kilkakrotnie – był skrajnie wyczerpany zanim ruszył w swoja
ostatnia drogę, dawał oznaki śmiertelnego zmęczenia, słaniał się na nogach,
zatrzymywał się nie mając siły iść dalej. Zachęcany poganianiem fiakra,
krzykiem i batemmusiał przecież dojść
do końcowego przystanku – bo zapłacone. Nie doszedł, padł, a działo się to na
oczach rzeszy turystów. Reakcja pasażerów tego nieszczęsnego zaprzęgu była w
moim odczuciu niepojęta. Nikt z pasażerów widzących przecież tragedie konia nie
opuścił pojazdu.(…)
Świadkami tego wydarzenia było kilkudziesięciu
turystów znajdujących się na drodze. Wielu z nich pomstowało na fiakra
wyrażając swoje oburzenie z powodu obciążenia wozu, bowiem znajdowało się na
nim nie 15 osób , jak przewiduje norma, lecz znacznie więcej (plus fiakier). Żaden
jednak z tych rzekomych obrońców konia nie chciał zdeklarować żeby wystąpić w
charakterze świadka, co przekreśliło możliwość udowodnienia przekroczenia
obowiązujących norm obciążenia.
Fiakier i jego zaprzęg z nowym koniem kursuje
nadal. Po raz kolejny wygrała znieczulica społeczna. Na przestrzeni ponad 20
lat, odkąd w latach osiemdziesiątych zamknięto górny odcinek drogi do Morskiego
Oka, sprawa przeciążania koni nadmierna pracą wracała jak bumerang po każdorazowym
przypadku padnięcia konia. Opisany powyżej akt ludzkiego okrucieństwa nie był
odosobniony. Takich przypadków wcześniej było już co najmniej kilka, a
wszystkie z tego samego powodu. Udało się nam „społecznym ochroniarzom” w
latach 90-tych spowodować wieloletnimi działaniami i uporem oraz presją społeczną
zmniejszenia ilości pasażerów z liczby
21 do 15. Uznaliśmy to wówczas za zwycięstwo, ale było to z dzisiejszego punktu
widzenia zwycięstwo „pyrrusowe”, czyli pozorne. Jestem świadkiem
i obserwatorem tragicznego losu koni z drogi do Morskiego Oka od samego
początku z racji wykonywania mojego zawodu przewodnika tatrzańskiego. Prowadząc
często wycieczki do Morskiego Oka towarzyszył mi widok koni toczących pianę,
oblanych potem, poganianych krzykiem i batem, i zawsze była to codzienność do
której przyzwyczaić się nie można.
Rozpatrując tę sprawę z dzisiejszego punktu
widzenia sytuacja koni niewiele się zmieniła pomimo, iż obecnie obowiązuje
norma 15 osób plus fiakier. Jest to co najmniej o połowę za dużo. Pracujące w
tym transporcie konie są absolutnie nie przystosowane do tego typu ciężkiej
pracy. Są to konie lekkie nadające się do jazdy wierzchem lub do lekkiej pracy
polowej. Trzeba przyznać że są na ogół dobrze utrzymane i zadbane ale to
naturalne bowiem muszą robić dobre wrażenie na potencjalnych klientach i
spełniać wymagania weterynaryjne. Do tego typu ciężkiej pracy powinny być stosowane
konie o specyficznie ciężkiej budowie dysponujące ogromną siłą. Nowo wprowadzony
wóz zwany fasiągiem nie ma nic wspólnego z dawnym tradycyjnym stosowanym przed
ponad stu laty. Był to lekki wóz konstrukcji drewnianej, ważący ok. 200 kg. Takie fasiągi można
zobaczyć na archiwalnych zdjęciach. Obecny pseudo fasiąg
z Morskiego Oka to pojazd ciężki na konstrukcji stalowej ważący ponad 700 kg, zabierając 16 osób
osiąga wagę 2 ton. Uważamy ,że należy powołać komisję złożoną z kilku
niezależnych ekspertów, która by ustaliła normy dopuszczalnego ciężaru dla koni
na podstawie obowiązujących przepisów. (…)
Morsie Oko nie jest jedynym miejscem w Tatrach,
gdzie konie używane są do transportu turystów. Dorożki konne zabierające
czterech pasażerów kursują również w Dol. Kościeliskiej i Chochołowskiej, ale
tam nigdy nie zdarzył się przypadek padnięcia konia z przemęczenia.
Komisja złożona z lekarza weterynarii,
przedstawicieli KTOnZ oraz KPDZ w Tychach, która w dniu 24.07. br.
przeprowadzała kontrolę w przedmiotowej sprawie, stwierdziła jednoznacznie, że
organizator transportu na drodze do Morskiego Oka nie respektuje podstawowych
zasad rozporządzenia ministra rolnictwa i rozwoju wsi, w sprawie wymagań
weterynaryjnych dla prowadzenia miejsc gromadzenia zwierząt. Brak hydrantu z
bieżącą wodą, rampy do załadunku i rozładunku zwierząt, urządzeń do karmienia i
pojenia, na miejscu stałego nadzoru weterynaryjnego i izolatki dla zwierząt. W
związku z powyższym, do Dyrekcji TPN raz Powiatowego Lekarza Weterynarii
skierowane zostały pisma, w których KTOnZ i KPDZ domagają się podjęcia
natychmiastowych działań, skutkujących dostosowaniem miejsca postojukonido wymogów prawa.(…)
„Człowiek stworzył w XXI wieku Auschwitz koniom
w najpiękniejszym zakątku Tatr i samym sercu Parku Narodowego”. Jak niewiadomo
o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo. Nie powinno i nie może być tak aby
interes wąskiej grupy czerpiącej przeogromne zyski z tego procederu, wziął górę
nad nadrzędnym celem jakim winna być szeroko pojęta ochrona przyrody. Miarą
człowieczeństwa jest nasz stosunek do istot słabszych jakimi są zwierzęta i
tylko od nas ludzi zależy ich los.”
Sprawa ta została nagłośniona,
ponieważ jeden z turystów nagrał całe zdarzenie i opublikował w Internecie.
Sprawę bada teraz prokuratura.
Na trasie z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka jeździ w sumie 240 koni.
Licencje na wożenie turystów ma 60 fiakrów wyłonionych przez władze gminy
Bukowina Tatrzańska. Umowa podpisana pomiędzy wozakami a władzami TPN ściśle
określa warunki związane m.in. z obciążeniem koni i wymogami weterynaryjnymi.
Dlaczego więc wciąż łamane są przepisy?
Aby zapobiec kolejnej tragedii na
drodze do Morskiego Okamuszą być
wprowadzone zmiany.
Lekarze weterynarii we współpracy z organizacjami ochrony zwierząt, przeprowadzili
próby wysiłkowe koni. Specjaliści odpowiedzą na pytanie, czy konie lekkie,
które są dzisiaj używane w zaprzęgu są odpowiednie do takiego wysiłku, jak duże
obciążenie mogą udźwignąć i ile razy w ciągu dnia mogą pokonać tę morderczą
trasę. Aby nie dopuścić do wykroczeń, władzeTPN mają zaostrzyć kontrole wozaków, oraz wprowadzić
tablice informujące o dopuszczalnej liczbie osób na wozie, Nowe
tablice będą informowały, że każda osoba, która wsiada na wóz to dodatkowe
obciążenie dla koni.
Turyści będą mogli sami pilnować, żeby wozy nie były przeciążone. Na trasie nie
zostaną jednak wpuszczone inne środki
transportu.
Jest jeszcze jedna okrutna strona
tego procederu. Konie, które pracują na Morskim Oku wytrzymują tam tylko jeden
sezon. Mordercza praca wykańcza nogi. Starzejącego się, wyeksploatowanego konia
nie opłaca się za długo trzymać, niezależnie od tego ile zarobił w ciągu
sezonu. Nadchodzi więc czas, kiedy górale pozbędą się swoich koni. Mamy
nadzieję, że trafią prosto do nieba…
Zwracamy się do Was z apelem -
otrzymujemy wiele telefonów oraz emaili z prośbą , abyśmy zrobili coś co położy
kres bestialstwu, które ma miejsce w wielu miejscach, gdzie konie są w
nadmierny sposób eksploatowane przez człowieka. Na kolejne przykre wydarzenie
niestety nie musieliśmy długo czekać. W zeszłą niedzielę naStarówce w Warszawie padł koń ciągnący
dorożkę. Sekcja zwłok wykaże jakie były przyczyny śmierci konia.
Otrzymaliśmy już od Państwa wiele listów
wyrażających oburzenie z zaistniałej sytuacji, więc teraz ośmielamy się prosić-
pomóżcie nam w szukaniu świadków powyższych wydarzeń, oraz podobnych nadużyć,
ze szczególnym wskazaniem na ilość osób przewożonych na wozach, lub świadków
innych przejawów okrucieństwa wobec koni. We współpracy z różnymi organizacjami
postaramy się opracować wytyczne jak użytkować konie robocze i będziemy
naciskać na Ministerstwo Rolnictwa aby wdało je w formie rozporządzenia.
Nie zamykajmy oczu na tragedię koni. Jeśli
jesteście świadkami znęcania się nad zwierzętami, alarmujcie policję, lub organizacje
ochrony zwierząt,. W ten sposób możecie uratować czyjeś życie!