Prokuratury i sądy

W sprawie koni z Morskiego Oka toczyło się i toczy wiele postępowań w lokalnej Prokuraturze Rejonowej w Zakopanem. Zawiadamiamy organa ścigania o wszystkich nieprawidłowościach na trasie.

24 grudnia 2014 roku powiadomiliśmy prokuraturę o systemowym znęcaniu się nad zwierzętami przez dyrektora TPN i Starostę Powiatowego w Zakopanem. Na wniosek Fundacji wyłączono z postępowania Prokuraturę Rejonową w Zakopanem i przekazano postępowanie do Limanowej. Prokuratura sprawę umorzyła w 2015 roku, bez zlecenia żadnych opinii biegłych. Fundacja Viva złożyła zażalenie na tę decyzję, a przed Sądem Rejonowym w Zakopanem reprezentowała nas mecenas Dorota Dąbrowska. Sąd uznał zażalenie i nakazał prokuraturze przeprowadzenie dowodów z opinii biegłych sądowych: mechanika, lekarza weterynarii i behawiorysty.

W tej sytuacji PR w Limanowej zleciła opinie biegłym. Prokuratura Rejonowa w Limanowej wyraziła zgodę na upublicznienie fragmentów opinii biegłego sądowego mechanika, nie zezwalając nam jednak na ujawnienie imion i nazwisk osób, których opinia dotyczy, bez ich zgody. Zgodę taką otrzymaliśmy od dr. Władysława Pewcy, który sporządził dwie opinie na nasze zlecenie, oraz od mgr inż. Beaty Czerskiej, która przeprowadziła liczne analizy w zakresie nieprawidłowych pomiarów i obliczeń.

Biegły sądowy stwierdza, że ekspert TPN popełnił w swojej opinii z 2014 roku szereg błędów:

  • do sporządzenia opinii przyjął wagę wozu 702 kg, podczas gdy jeden ze zważonych wozów był znacznie cięższy – ważył 798 kg, co oznacza, że wartości sił potrzebnych na wyniesienie wozu z obciążeniem na wysokość 325 m oraz oporu toczenia będą większe niż obliczone dla lżejszego wozu, czyli użycie do obliczeń cięższego wozu będzie zwiększało ewentualne przeciążenie
  • badanie oporów toczenia wozu, wykonane jesienią 2014 roku, na którym ekspert TPN oparł swoją analizę, było wykonane z grubym błędem metody, czyli w sposób nieprawidłowy, co szczegółowo opisała w swojej opinii mgr inż. Beata Czerska. O tym, że pomiary te były nieprawidłowe i nie można na ich podstawie wyciągać żadnych wniosków, a tym bardziej formułować regulaminu, wielokrotnie informowaliśmy zarówno dyrektora TPN, jak i opinię publiczną
  • podczas obliczeń ekspert TPN przyjął błędne (zaniżone) dane dotyczące nachylenia drogi. Autor także pozostawił bez komentarza fakt pracy koni podczas zjazdu z góry
  • zjazd jest również energochłonny dla konia, ponieważ podczas zjazdu w dół wykonuje pracę wynikającą z przemieszczania siebie, oraz pracę wynikającą z hamowania wozu w celu utrzymania jego stałej prędkości jazdy. Pomimo zastosowania w wozach hamulców hamowanie na całej długości trasy w dół nie jest realizowane. W praktyce hamulce używane są tylko na najbardziej stromych odcinkach zjazdu, a przy mniejszych spadkach wóz hamowany jest przez konie. Zatem praca wykonywana przez konie przy zjeździe powinna być również uwzględniona przy szacowaniu całkowitej wykonywanej przez nie pracy
  • opinia dr. Władysława Pewcy i eksperta TPN z 2013 roku są prawidłowe pod względem obliczeń, ale w obliczeniach przyjęli oni wówczas nieprawidłową, znacznie zaniżoną wagę wozu. Chcemy tu podkreślić, że błędne założenie nie powstało z winy naszego eksperta, ale z faktu, że furmani i TPN zadeklarowali, że wozy ważą 540 kg. Dopiero po komisyjnym ważeniu wozów jesienią 2014 roku na wadze z homologacją okazało się, że są one cięższe od deklaracji furmanów nawet o około 250 kg
  • przyjęcie zaniżonej wagi pasażerów i masy wozu spowodowało niedoszacowanie (zaniżenie) ewentualnych przeciążeń

Co wynika z opinii biegłego? Można na jej podstawie stwierdzić, że Fundacja Viva! i Tatrzańskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami od lat opierają swoje wnioski dotyczące pracy koni na trasie do Morskiego Oka na faktach i mają co do nich rację. Ponieważ opinie dr. Władysława Pewcy i eksperta TPN z 2013 roku były poprawne obliczeniowo, a jedynie posiadały nieprawidłową wagę wozu – mgr inż. Beata Czerska już w 2014 roku zastosowała te same wzory do obliczeń, ale podstawiła do nich poprawne dane. Dzięki temu uzyskaliśmy poprawny wynik obliczeń, który wskazuje, że konie, zgodnie z regulaminem TPN, do góry ciągną o około tonę za dużo, czyli pracują w ogromnym przeciążeniu.

Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego zna treść opinii biegłego od kilku miesięcy. Prokuratura Rejonowa w Limanowej udostępniła ją zimą tego roku Ministerstwu Środowiska, a to poprosiło dyrektora parku o wyjaśnienia. Dyrektor Ziobrowski nie tylko nie usunął nieprawdziwej ekspertyzy ze strony TPN i nie zmienił regulaminu, dostosowując go do możliwości zwierząt, to jeszcze wciąż posługuje się nieprawidłową opinią swojego eksperta. Co najbardziej bulwersuje – mając wiedzę o licznych skandalicznych błędach w ekspertyzie hipologa z 2014 roku – przesłał ją do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, do którego złożyliśmy skargę na niezgodność regulaminu TPN z przepisami ustawy o ochronie zwierząt, jako dowód na prawidłowe unormowanie pracy koni na trasie do Morskiego Oka. ualnych przeciążeń

Zdjęcie: Łukasz Bobek, Gazeta Krakowska

Mekey

Sprawa konia Mekey wyszła na jaw w czasie badań zwierząt w 2011 r., które przeprowadziła lek. wet. Bożena Latocha. To ona uznała, że Mekej nie nadaje się do dalszej pracy na szlaku do Morskiego Oka.

Mekej miał na tylnych nogach tzw. niedźwiedzią łapę, czyli schorzenie polegające na długim stawie pęcinowym. To powoduje bardziej miękki chód konia, ale silnie forsuje ścięgna. Koń miał również silną opuchliznę lewej tylnej nogi. Koń został wycofany z pracy po tych badaniach, a kilka dni później Straż Parku TPN odkryła, że koń wciąż pracuje na trasie. TTOnZ zgłosiło do prokuratury fakt, że furman wykorzystywał do pracy konia chorego, który został wyłączony z pracy na tej trasie. Po przeprowadzeniu śledztwa furmanowi W.N. postawiono zarzut znęcania się nad koniem, bo mimo choroby zwierzę wcześniej na szlaku pracowało. W trakcie śledztwa, na wniosek prokuratury, w 2013 r. konia po raz kolejny zbadał inny weterynarz, a właściciel przyznał się do znęcania nad koniem. W toku postępowania zmienił jednak zdanie i zaprzeczył swojej winie, a sprawa trafiła do sądu. W styczniu 2014 roku W.N. został uznany przez Sąd Rejonowy w Zakopanem za winnego znęcania się nad koniem. Ponieważ nie był wcześniej karany, sąd warunkowo umorzył sprawę na okres roku. W wyniku apelacji Sąd Okręgowy w Nowym Sączu zmienił wyrok i uniewinnił Władysława N. od zarzucanych mu czynów.

Zdjęcie ilustracyjne

Shann i Maks

Sprawa koni Shann i Maks wyszła na jaw w wyniku prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Limanowej postępowania przygotowawczego. W opinii sporządzonej na potrzeby tego postępowania biegła sądowa lekarz weterynarii stwierdziła znęcanie się nad konkretnymi końmi. Sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Zakopanem.

Maks pracował na trasie od 2013 roku. Zimą 2016 roku miał 7 lat. 27 stycznia jedna z turystek zgłosiła do Tatrzańskiego Parku Narodowego, że na trasie do Morskiego Oka pracuje koń z pękniętym kopytem. Furman Jan W. kazał mu pracować, choć uraz ten powodował ogromny ból i cierpienie zwierzęcia. Później tłumaczył, że nie wiedział, że taki uraz jest dla konia bolesny, co jest zaskakujące, bo furmani z Morskiego Oka od lat wmawiają opinii publicznej, że są specjalistami od koni i znają się na nich jak nikt inny.

Tatrzański Park Narodowy jeszcze tego samego dnia potwierdził uraz u konia i nakazał wycofać go z pracy oraz rozpocząć leczenie. Dwa dni później w stajni pojawili się funkcjonariusze Straży Parku TPN i lekarz weterynarii. Od początku wiadome było, że koń nie był leczony. Rana nie była opatrzona, zwierzę cierpiało. Tu nie można było mówić o niewiedzy. Właściciel konia od lat pracuje z tymi zwierzętami i musi posiadać wiedzę na ich temat wystarczającą do oceny takiej oczywistej sytuacji. Dodatkowo dwa dni wcześniej został poinformowany przez pracowników TPN o konieczności wezwania do zwierzęcia lekarza weterynarii, czego nie zrobił.

Co niezrozumiałe – w tej sytuacji Tatrzański Park Narodowy jedynie zawiesił licencję Janowi W. na wykonywanie transportu na 6 miesięcy i odsunął konia od pracy na pół roku, ale nie powiadomił organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami.

Furman sprzedał Maksa w maju lub czerwcu 2016 roku. Koń nigdy nie wrócił na trasę do Morskiego Oka. Jego dalsze losy pozostają nieznane.

5 lutego 2016 roku Wojciech Ch. zaprzągł do sań Shanna i Okaza. Shann miał 9 lat i na trasie pracował od mniej więcej roku. Po południu Shann przewrócił się na trasie i nie był w stanie samodzielnie wstać. Został zabrany z trasy autem do przewozu koni, a sanie na dół zwiózł sam Okaz. – Do Fundacji dotarły informacje, że Wojciech Ch. w tym dniu zmusił te konie do trzykrotnego pokonania trasy, nie zapewniając im wypoczynku ani żadnych przerw w pracy – mówi mecenas Dorota Dąbrowska, pełnomocnik Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami – Kiedy koń się przewrócił wjechał na teren parku autem i zabrał nim konia – tłumaczy.

Wojciech Ch. w dzienniku pracy koni w tym dniu wpisał tylko dwa kursy dół-góra-dół i dla każdego kursu wpisał inną parę koni. Tymczasem z zapisu monitoringu wynikało, że trasę pokonał w tym dniu 3 razy – za każdym razem tą samą parą koni. – Warto tu podkreślić, że już 1-krotny przejazd tą trasą może stanowić dla koni wysiłek ponad ich siły – tłumaczy Beata Czerska, prezeska Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami – Tymczasem te zwierzęta pokonały tę trasę bez żadnego odpoczynku 3 razy tego samego dnia. Od lat alarmujemy, że regulamin stworzony przez Tatrzański Park Narodowy oparty jest na błędnych wyliczeniach hipologa, co prowadzi do przeciążania zwierząt – tłumaczy.

Wojciech Ch. tylko 5 lutego 2016 roku nie wymienił koni po kursie i nie zapewnił im 2h odpoczynku, powoził zaprzęgiem ciągniętym przez konie biegnące kłusem na odcinku objętym zakazem kłusowania, nie zapewnił koniom 20-minutowego odpoczynku na górnym postoju na Włosienicy, nie zgłosił TPN faktu upadku konia Shann na trasie, a wręcz usiłował ten fakt zataić, wjechał na teren TPN samochodem do tego nieuprawnionym i zwiózł nim konia na dolny parking. Tatrzański Park Narodowy chciał zawiesić licencję Wojciecha Ch. do czasu wyjaśnienia sytuacji. Jednak zanim do tego doszło mężczyzna zrezygnował z dalszego wykonywania przewozów turystów na trasie do Morskiego Oka.

Ani Okaz ani Shann po wypadku nie wróciły na trasę do Morskiego Oka. Ich los pozostaje nieznany.

15 marca 2019 roku do Sądu Rejonowego w Zakopanem wpłynął akt oskarżenia przeciwko obu mężczyznom. Prokuratura Rejonowa w Zakopanem oskarża ich o znęcanie się nad końmi. Grozi im do 3 lat pozbawienia wolności. Proces ruszył latem 2019 roku. Fundacja Viva i Tatrzańskie Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami pełnią w tej sprawie rolę oskarżyciela posiłkowego.

Systemowe znęcanie się nad końmi

W 2018 roku Tatrzańskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami powiadomiło prokuraturę o systemowym znęcaniu się nad końmi poprzez nieprawidłowe unormowanie pracy koni w regulaminie TPN. Prokuratura Rejonowa w Zakopanem odmówiła wszczęcia śledztwa w tym zakresie. Zarówno TTOnZ, jak i Fundacja Viva!, odwołały się od tej decyzji do Sądu Rejonowego w Zakopanem. Sąd przyznał rację skarżącym i uznał decyzję prokuratury za przedwczesną i nakazał przesłuchanie świadków oraz zgromadzenie i analizę wskazanych przez skarżących dowodów. W związku z tym prokuratura wszczęła śledztwo, które jest w toku.

Kontakt

Zapisz się na nasz newsletter
i otrzymuj najnowsze informacje.

Nasza społeczność na Facebooku Nasza społeczność na Facebooku

Ratuj Konie :
E-mail : info@ratujkonie.pl
Tel. : 797 649 508
BNP Paribas 19 1600 1462 1030 9079 0000 0025

Biuro :
Fundacja Międzynarodowy Ruch
na Rzecz Zwierząt - Viva!
ul. Kawęczyńska 16/39
03-772 Warszawa
www.viva.org.pl

KRS 0000135274
NIP 525-21-91-290
Regon 016409834

Ładowanie treści wpisu

Korzystając z naszej strony, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies . Zaktualizowaliśmy naszą politykę przetwarzania danych osobowych (RODO). Więcej o samym RODO dowiesz się tutaj.