Nasza fundacja znalazła się w trudnej
sytuacji finansowej, dlatego zwracamy się do Was z prośba o pomoc w
leczeniu dwóch uratowanych koni.
Historia Roski
jest Wam już znana, opisywaliśmy ją niedawno na łamach naszej
strony.
(http://www.ratujkonie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=231&Itemid=41)
Klacz nadal wymaga leczenia. Dlatego,
dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionych weterynarzy i kowali,
poddaliśmy Rosę kolejnym fachowym zabiegom, które przyspieszą
gojenie się kopyta.
Pod koniec kwietnia Rosa pojechała na
sympozjum weterynaryjno- kowalskie do Walewic. Na miejscu odbył się
blok szkoleń polskich i zagranicznych weterynarzy i podkuwaczy. Nogę
Rosy obejrzeli więc najlepsi specjaliści w swej dziedzinie. Z
powodu długotrwałego leczenia i bolesności w kopycie, Rosa
wymagała premedykacji do przeprowadzenia zabiegów kowalskich.
Najpierw więc klacz została znieczulona, a następnie kopyto
rozkuto, wywerkowano i założono opatrunki. Na efekty nie trzeba
było długo czekać. Rosa natychmiast przestała kuleć, wygląda
więc na to, że ten koszmar mamy już za sobą. Teraz musimy tylko
zmieniać klaczy
opatrunki i dbać o czystość w boksie i Rosa
będzie zdrowa jak koń! Niestety mocno nadszarpnęliśmy nasz
budżet….
Bardzo nas martwi
fakt, że na tegoroczne wpływy z 1% musimy czekać aż do sierpnia,
albo nawet do września! Do tego czasu utrzymanie 20 koni, którymi
się opiekujemy, będzie dla nas naprawdę ogromnym wyzwaniem.
W najbliższych dniach czeka nas
kolejny duży wydatek. Po kilku miesiącach leczenia ze Szpitala dla
Koni na SGGW w Warszawie, odbieramy naszą podopieczną Victorię
wraz z jej pięknym nowonarodzonym źrebaczkiem.
Victoria jest chora na flegmonę
(ropne zapalenie tkanki łącznej, zwane
inaczej ropowicą). To bardzo ciężka, nieuleczalna choroba,
którą klacz mogła odziedziczyć po ojcu. Tego dowiedzieliśmy się
dopiero w szpitalu, gdzie, jak się okazało,
na tę samą chorobę
leczono właśnie jej ojca. Zaskoczyła nas ta informacja, gdyż
byliśmy przekonani, że flegmona to infekcja, czyli zakażenie
bakteriami, które mogło powstać przez zaniedbanie nawet
niewielkiej rany.
Niestety choroba ta powoduje ogromną opuchliznę
i nasza Victoria, przed leczeniem, wyglądała po prostu
makabrycznie. Jej tylna kończyna była grubości nogi słonia! Klacz
dodatkowo cierpiała z powodu świerzbowca, postanowiliśmy więc, że
jej poród odbędzie się w szpitalu, pod okiem lekarzy.
Pewnej ciepłej,
majowej nocy Victoria urodziła śliczną, zdrową gniadą klaczkę
(dla której wciąż nie mamy imienia…)
Kiedy klacz doszła już
do siebie, lekarze mogli zoperować jej chorą nogę. Obie „panie”
czują się teraz fantastycznie i są gotowe do powrotu ze szpitala.
Konie trafią do nowego domu adopcyjnego, 100km od Warszawy, gdzie
zajmie się nimi studentka weterynarii.
Wyznajemy żelazną zasadę, że
jeśli podejmujemy się uratowania konia, który wymaga leczenia, to
musimy zrobić wszystko co w naszej mocy aby mu pomóc. Chore konie
mają najmniejszą szansę na uratowanie od rzeźni, dlatego
najczęściej jesteśmy dla nich ostatnią deską ratunku. Jeśli
jednak podejmujemy decyzję o wykupieniu takiego konia to bierzemy na
siebie dużą odpowiedzialność, bo zawsze staramy się zapewnić mu
fachową opiekę weterynaryjną.
Pokryliśmy już
część kosztów kilkumiesięcznego pobytu Victorii w szpitalu.
Musimy jednak opłacić jeszcze
koszt operacji i leczenia klaczy.
Łączna kwota do zapłacenia to 5 tysięcy złotych. Dlatego
zwracamy się do Państwa z prośbą o pomoc w leczeniu naszych
podopiecznych. Będziemy wdzięczni za każdą, nawet najdrobniejszą
kwotę. Wpłaty prosimy kierować na konto:
Fundacja MRNRZ Viva!
Bank DnB Nord
11 1370 1109 0000 1706 4838 7308
z dopiskiem: „Rosa” i „Victoria”.
Można również wesprzeć akcję przez siepomaga.pl :
Jednocześnie
zachęcamy wszystkich miłośników koni, z okolic Warszawy i nie
tylko, do odwiedzin naszych podopiecznych. Zapraszamy także tych,
którzy nie mieli do tej pory do czynienia z końmi. Zobaczycie
Państwo jak dużo frajdy może dać człowiekowi kontakt z tymi
pięknymi zwierzętami.
|